Przejdź do treści

Średniowieczne korzenie

W zeszłym roku mineła 740 rocznica nadania praw miejskich Polkowicom. Nasze miasto znalazło się w roku 1265 w gronie najwcześniej lokowanych miast w Księstwie Głogowskim, rządzonym wówczas przez księcia piastowskiego Konrada I.



Jednak początków Polkowic należy szukać dużo wcześniej, bo ok. roku 1150, kiedy najstarszy z synów króla polskiego Władysława II, zwanego Wygnańcem, założył w miejscu dzisiejszego miasta najpierw zameczek, służący mu za schronienie podczas jego polowań, a później osadę handlową, zaopatrującą zamek i przejeżdżających tędy podróżnych. Dwadzieścia sześć lat Polkowice (nazywane jeszcze wtedy Bolkewicami) musiały czekać na uroczystość nadania im herbu miejskiego. Data ta zbiegła się z faktem wymienienia po raz pierwszy w dokumentach książęcych naszego miasta jako "civitas", a więc skupiska ludności nierolniczej.

Jak hartowała się... Władza

Od roku 1342 Polkowice wciąż były własnością książąt piastowskich, ale znalazły się pod panowaniem Jana Luksemburskiego, króla Czech, któremu hołd lenny w Pradze złożył książę piastowski Henryk V Żelazny. Wtedy także rozpoczęto budowę pierwszego w naszym mieście kościoła, któremu do dziś patronuje św. Michał Archanioł.

Koniec XIV wieku to czas narodzin nowego, bardzo szybko rozpowszechnionego we wszystkich miastach Europy nurtu, który oczekiwał od królewskich lub książęcych zwierzchników czy właścicieli miast, zrzeczenia się części władzy i przekazania jej samorządom miejskim, na których czele stawali wybierani przez rajców burmistrzowie. Rok 1407 przyniósł takie zmiany w Polkowicach, kiedy to rajcowie miejscy wykupili dziedziczne prawa wójtowskie od rodziny von Rechen, ustanawiając jednocześnie pierwszego burmistrza Polkowic - Mathiasa Kaisera. Wtedy też powstaje na środku rynku skromniutka, drewniana budowla. To przyszły ratusz miejski.

Z rąk do rąk

Aż do początków XIX wieku największym zagrożeniem dla substancji miejskich w całej Europie były pożary. Strach przed nimi był w pełni uzasadniony, bo na ogół nie potrafiono skutecznie z nimi walczyć, jeżeli nie dostrzeżono w porę zarzewia ognia. Najstraszniejszy pożar spotkał Polkowice 16 marca 1457 roku. Zniszczeniu uległo wtedy całe bez wyjątku miasto, skazując na śmierć lub lata poniewierki i biedy całą ich ludność.

Od roku 1490 Księstwo Głogowskie nadal pozostaje dziedzicznym lennem Czech, lecz Czech rządzonych już przez dynastię Jagiellonów. Na ten okres przypada pierwszy, wyjątkowo dynamiczny i szczęśliwy okres wszechstronnego rozwoju Polkowic. Skomplikowane układy dynastyczne powodują, że data bitwy pod Mohaczem (1526) staje się dla Polkowic datą zmiany ich przynależności państwowej. Polkowice przez kolejnych 200 lat znajdą się pod rządami Habsburgów. W tym czasie miasto przechodzi z rąk do rąk, zastawiane i sprzedawane kolejnym książętom lub królom. Paradoksalnie miasto jako jednostka administracji samorządowej zyskiwała na tych zmianach. Pod koniec XVI wieku miasto było już na tyle zamożne, że mogło wykupić od cesarza Rudolfa II dobra ziemskie otaczające Polkowice za kwotę 16 tysięcy talarów. Był rok 1598.



Reformacja i św. Sebastian

Pojawienie się w Europie ruchu reformackiego (1517) i wojny, która była jej następstwem, przez potomnych nazywana wojną trzydziestoletnią (1618-1648), wywarło największy wpływ na dalsze losy Polkowic. W roku 1555 protestanci przejęli dotychczas katolicki kościół św. Michała Archanioła. W wyniku walk protestantów z katolikami które objęły cały Śląsk zdrożała żywność, a z początkiem 1628 roku do Polkowic po raz pierwszy w ich historii wkroczyły obce wojska. Były to pułki księcia Karola Lichtensteina, zawzięcie prześladujące na swej drodze protestantów. Św. Michał został odbity i znowu służył katolikom. Nie raz jeszcze kościół będzie przechodził z rąk cesarskich do protestanckich.

Wojna trzydziestoletnia potrwa jeszcze dwadzieścia lat i prawie doszczętnie zniszczy Polkowice. Spowoduje to masową emigrację zarobkową polkowiczan, m. in. do Polski. Skutki wojny dały o sobie znać po raz ostatni w roku 1680, kiedy do Polkowic przywleczono czarna ospę. Choroba ta w XVII w. traktowana była jak dopust boży i nie potrafiono, tak naprawdę, skutecznie z nią walczyć. Śmierć dotknęła siedmiu na dziesięciu mieszkańców miasta. Żywi przenosili się poza mury miejskie. Miasto opustoszało. Aby uratować to, co po mieście pozostało przed całkowitą zagładą, burmistrz Mehl wraz z rajcami miejskimi postanowili poszukać pomocy u św. Sebastiana, opiekuna zadżumionych. Było to
4 lipca 1680 roku. Po kilku tygodniach dżuma odeszła z Polkowic, które na powrót zaczęły się zaludniać. Św. Sebastian został patronem Polkowic, a kościół św. Michała zyskał wieżę.

W rytm pruskiego marsza

Wojny śląskie, prowadzone przez Fryderyka II przeciw Habsburgom w latach 1740-1763 zabrały bezpowrotnie Polkowice spod władzy cesarskiej, włączając je wraz z całym Śląskiem do państwa pruskiego. Miasto jeszcze raz zostało kilkakrotnie okradzione przez żołnierzy to jednej, to drugiej armii. Wygrana Prus przyniosła także Polkowicom zupełnie nowy system administracyjny, który miał tu obowiązywać aż do roku 1871. Po śmierci Fryderyka II w roku 1786 na tron pruski wstąpił Fryderyk Wilhelm II, który po tradycyjnym zhołdowaniu sobie stanów śląskich we Wrocławiu przejeżdżał w drodze powrotnej do Berlina przez Polkowice. Z kolei jego następca Wilhelm III nigdy co prawda w Polkowicach nie gościł, jednak nocowała tu jego żona, królowa Luiza pruska. Jej pobyt w naszym mieście kosztował Prusy 125 talarów i 15 groszy, skwapliwie zapłacone do polkowickiej kasy.

W tym czasie życie towarzyskie w Polkowicach koncentrowało się w zasadzie w ratuszu i kamieniczkach wokół niego. Jednak najwięcej mieszkańców naszego miasta miała swoje domy i gospodarstwa z dala od centrum miasta, skupiając się najczęściej na hodowli bydła i uprawie zbóż. Wojna siedmioletnia (1756-1763), prowadzona przez Austrię starającą się na powrót zagarnąć dla siebie Śląsk szybko wyczyściła łąki polkowickie z potrzebnej głogowskiemu garnizonowi wołowiny, a pola z żyta i owsa. Mimo to, co warte jest chyba szczególnej uwagi, miasto w tym czasie spłaciło wszystkie swoje długi względem skarbu pruskiego. I to w gotówce. Już w latach 1772-1775 w mieście wybudowano prawie pięćdziesiąt nowych budynków mieszkalnych i gospodarczych. Powodem rozrastania się i bogacenia miasta był także przypływ kolonistów z Saksonii. W rok później podjęto pierwszą, niestety nieudaną, próbę doprowadzenia do miasta bieżącej wody.

Cesarz na poczcie, car w hotelu

W roku 1806 Śląsk stał się areną kolejnej wojny, tym razem prowadzonej pomiędzy koalicją antynapoleońska a Francją. 7 listopada Francuzi oblegli Głogów. Wtedy to właśnie polkowiczanie porzucili ostatnią nadzieję na spokój w swoich domach. Dzień później pierwszy patrol francuski wkroczył do miasta. Wojna toczyła się na niekorzyść koalicji, co skończyło się na razie traktatem pokojowym w Tylży. Wracając stamtąd Napoleon Bonaparte zabawił na krótko w Polkowicach, gdzie na rynku spotkał się z władzami miasta i licznie zgromadzonymi mieszkańcami. Polkowicki rynek za kilka lat zobaczy jeszcze raz cesarza Francuzów. Tym razem jednak tylko jego, bez świty, bowiem cesarz będzie przejeżdżał tędy chyłkiem, w zimną, grudniową noc, gnany wspomnieniem przegranej bitwy pod Berezyną i niebezpieczeństwem przewrotu pałacowego w Paryżu. Był 31 grudnia 1812 roku.

Nie tylko tego cesarza widziały Polkowice. W marcu 1829 roku Anton Lessel, miejscowy przedsiębiorca, gościł w swoim domu cara Mikołaja I i jego syna, przyszłego cara Aleksandra II. Wówczas to rosyjski cesarz oficjalnie zezwolił Lesselowi, aby nowobudowany przez niego hotel nazwać imieniem jego syna. Największy hotel w mieście otrzymał nazwę "Pod Rosyjskim Następcą Tronu".

Kiedy przełom wieków oznaczał postęp

600-lecie nadania Polkowicom (1265-1865) praw miejskich miasto świętowało niezwykle uroczyście. Dwa dni zabaw, koncertów i odczytów zakończyły pokazy umiejętności strzeleckich w Domu Strzelca. Organizatorem święta były Związek Strzelecki oraz burmistrz.

Połowa XIX wieku przyniosła Polkowicom pierwsze w ich historii udane próby oświetlenia ich głównych ulic i placów. Na początku były to lampy olejowe, później gazowe, aż do czasu, kiedy te ostatnie zostały zastąpione w 1910 roku oświetleniem elektrycznym.

Nie tylko budowano w tym czasie w Polkowicach. W 1852 roku decyzją magistratu miejskiego postanowiono zburzyć XVIII-wieczną część ratusza. Na szczęście po to tylko, by na jej miejscu wybudować nowoczesny, przestronny gmach w stylu włoskiego renesansu. Pozostawiono, także XV-wieczną część ratusza, co nieczęsto się wtedy zdarzało. Nową część ratusza zbudowano w latach 1852-1853. Kosztowała miasto 12 tys. 37 talarów, 2 grosze i 3 fenigi. Kiedy wydawało się, że miasto ma już wszystko, czego mu potrzeba do trwałego rozwoju - od poczucia spokoju, poprzez bogactwa leśne i rolne a na przedsiębiorczych mieszkańcach kończąc - pojawił się pomysł, aby połączyć Polkowice ze światem
linią kolejową. Pomysł szybko zyskał poparcie magistratu i wpływowych osób w mieście. Dość, żeby w kilka zaledwie lat po powstaniu pomysłu mogło dojść do jego realizacji. 11 kwietnia 1900 roku pierwszy pociąg tzw. Małej Kolei Rudnowskiej, łączącej Polkowice z Rudną, wtoczył się, sapiąc i gwiżdżąc, na peron polkowickiej stacji kolejowej.



Poprzez pola bitew

I wojna światowa, Wielka Wojna - jak ją wówczas nazywano - obeszła się z Polkowicami łagodnie. Nie było zniszczeń, ani przebiegającego niedaleko frontu, ani obcych wojsk. Na różnych frontach tej wojny zginęło jednak 45 żołnierzy z Polkowic. "Gazeta Polkowicka", która ukazywała się nieregularnie od 1882 roku, zaczęła wychodzić jako tygodnik od dnia zakończenia wojny. W 1933 roku kanclerzem Rzeszy został Adolf Hitler, który wprowadzając w 1936 roku Plan Sześcioletni ograniczył w całym kraju wydatki i konsumpcję. Jednakże ludność Polkowic, trapiona obowiązkowymi dostawami na potrzeby rosnącej wciąż armii, nie biedniała. Przeciwnie. Wielu z obywateli naszego miasta znalazło wreszcie pracę, której tak brakowało w czasach niedawnego kryzysu. W rok później zmieniono słowiańską nazwę miasta z Polkvitz na Heerwegen.

II wojna światowa, podobnie jak pierwsza, obeszła się z miastem łaskawie. Paradoksalnie wzrosła wtedy liczba mieszkańców Polkowic. Pomimo tego, że zdecydowana większość mężczyzn została wcielona do armii, do Polkowic zaczęli napływać osiedleńcy z centralnych i zachodnich terenów Rzeszy. W 1941 roku Polkowice liczyły 1748 mieszkańców, podczas gdy jeszcze na początku wojny o 150 osób mniej. 11 stycznia 1945 r. władze nakazały ewakuację wszystkich miejscowości naszego regionu. W miesiąc później, 9 lutego, wojska 13 armii radzieckiej wkroczyły do opustoszałego miasta. Jednak za oficjalną datę wyzwolenia Polkowic uważa się nadal (błędnie) dzień 11 lutego.

Pod rządami nowego ustroju

Podczas, kiedy broniła się jeszcze niedaleka twierdza w Głogowie, w Polkowicach powstawał pierwszy polski ośrodek administracji państwowej, podporządkowany jednak bezpośrednio okupacyjnym władzom radzieckim. Pierwszym burmistrzem powojennych Polkowic został Józef Trzmielewski.

W roku 1946 Polkowice straciły prawa miejskie, choć ich zabudowa oraz liczba zamieszkujących je ludzi (646) w sposób zasadniczy odróżniała to miasteczko od okolicznych wsi. Kolejne zmiany w systemie administracyjnym w Polsce przynosiły Polkowicom zmiany nazw ośrodków władzy lokalnej. I tak w 1954 roku dokonano nowego podziału administracyjnego Polski, co wiązało się z tym, że nasze miasto znalazło się w granicach powiatu lubińskiego. Miasto, rozgrabione i zniszczone przez kilka powojennych lat przez żołnierzy radzieckich i zwykłych szabrowników, nie miało dostatecznych warunków do rozwoju. Zapanował tu na długo wizerunek szarego, prowincjonalnego miasteczka, z kilkoma niewielkimi zakładami produkcyjnymi zatrudniającymi zaledwie 20% mieszkańców. Nadal bowiem podstawowym zajęciem polkowiczan było rolnictwo.

Mieć miedź

Dwa fakty, które diametralnie i na stałe zmieniły charakter Polkowic nastąpiły w trzydziestoletnim odstępie od siebie.

Pierwszy z nich miał miejsce w 1967 roku, kiedy to polscy geologowie pod kierunkiem dra Jana Wyżykowskiego znaleźli na terenie gminy Polkowice ogromne pokłady rudy miedzi. Wraz z rozpoczęciem budowy kopalń miedzi rozpoczął się okres masowego napływu do naszego miasta osób poszukujących pracy. Wówczas to zwrócono miastu prawa miejskie. W ciągu kilku następnych lat w Polkowicach zamieszkało na stałe prawie 7 tys. przybyszów z całej niemal Polski.

Po odzyskaniu praw miejskich i w trakcie budowy kopalń zrodził się plan rozbudowy miasta. Początkowo plan ten przewidywał taki rozwój Polkowic, by mogło w nim zamieszkać ok. 50 tys. mieszkańców. Jednak z uwagi na rozwój podziemnej sieci chodników wydobywczych pod miastem, postanowiono wkrótce plany te zweryfikować. I tak w 1995 roku miasto liczyło ponad 20 tys. mieszkańców.



Drugi fakt pojawił się wraz ze zmianami ustrojowymi w naszym kraju. Pierwsze w powojennej Polsce wolne wybory do parlamentu (27.05.1990 r.) przywróciły do życia zasady i idee samorządowe. W raz z nimi gmina Polkowice uzyskała osobowość prawną oraz prawo do podejmowania decyzji dotyczących jej życia gospodarczego i społecznego. Nowa sytuacja polityczna zmuszała także samorządy wszystkich szczebli do szukania najlepszych rozwiązań na drodze do ich własnego rozwoju. Pierwszym, po zmianach ustrojowych, burmistrzem Polkowic został Przemysław Walczak.

Drugie wybory do władz samorządowych z roku 1994 wyłoniły jako burmistrza Polkowic Emiliana Stańczyszyna. Porozumienie dla Mieszkańców Polkowic z którego listy został wybrany, uzyskało większość mandatów w Radzie Miejskiej. Dopiero od tej chwili można mówić o zrównoważonym, dynamicznym i stałym rozwoju naszego miasta, oraz zdecydowanej poprawie jego wizerunku. Rozwój gospodarczy, społeczny i kulturalny miasta i gminy Polkowice, którego nie sposób nie dostrzec, należy zawdzięczać przede wszystkim władzom samorządowym tej i następnych kadencji.

Roman Tomczak

Towarzystwo Miłośników Polkowic