Przejdź do treści

Fortel zamiast urodzin

Dodane: Środa, 23 listopada 2011

I wojna światowa kosztowała Polkowice kilkaset tysięcy marek kredytu udzielonego Cesarstwu Niemieckiemu na prowadzenie wojny, życie 63 młodych mieszkańców miasta oraz dwa dzwony z kościoła św. Barbary.

 

Jak pamiętamy kościół ewangelicki w Polkowicach, współcześnie poświęcony św. Barbarze, zbudowano w latach 1746-1747. Oczywiście, w planach jego budowy nie przewidziano wieży, charakterystycznej dla kościołów wyznania katolickiego i prawosławnego. O wieży zaczęto myśleć i mówić dopiero po blisko 80 latach od zbudowania tej świątyni.
Środowiska, które zabiegały o jej budowę namyślały się długo, skąd sfinansować dzwony, czyli dusze każdej wieży kościelnej. Zanim dokończono jej budowę, miasto zaczęło usilnie starać się o dzwony. Były one na tyle skuteczne, że zdecydowano o zakupie nie jednego, a trzech dzwonów.
W roku 1824 Johannes Reiche, ojciec ówczesnego pastora polkowickiego, zapisał w swoim testamencie kwotę 600 talarów z przeznaczeniem na zakup dzwonów. Jednak swoją darowiznę obwarował kilkoma warunkami. Jeden z nich przewidywał, że kwota zostanie wypłacona tylko pod warunkiem, jeśli dzwony zabrzmią po raz pierwszy 3 sierpnia 1825 r., w dniu 55 urodzin ówcześnie panującego króla Prus, Fryderyka Wilhelma III.
Niestety ukończenie wieży w tak krótkim czasie nie było możliwe. Wiedzieli o tym jej budowniczowie i aby nie stracić okazji do zainstalowania nowego nabytku postanowiono posłużyć się fortelem. Uradzono mianowicie, że dzwony zawisną najpierw na prowizorycznym rusztowaniu ustawionym na rynku, i tutaj będą oczekiwać na ukończenie budowy wieży, przyglądając się codziennie postępowi w pracach. W ten sposób urodziny cesarza uczczono dokładnie tak, jak życzył sobie tego Reiche. Prace nad wieżą zakończono latem 1828 r. i fetowano wielkim festynem na cześć budowniczych i na chwałę panującego dworu. Jako ciekawostkę należy przypomnieć fakt, że fundamenty blisko 40-metrowej wieży kościoła św. Barbary zbudowano z materiału po rozebranych murach miejskich.
Dzwony przeniesiono z rusztowania do wieży i odtąd przez kolejne dziesięciolecia bardzo przysłużyły się lokalnej społeczności, podkreślając uroczysty charakter wielu świąt i rocznic. Mało kto wtedy przypuszczał, że dzwony, które do tej pory uświetniały m. in. zwycięstwa armii pruskiej, zakończą swój żywot z powodu największej klęski militarnej w dziejach tego państwa. 11 marca 1917 r., po wielu namysłach i rozterkach, spowodowanych pamięcią o chlubnej historii ewangelickich dzwonów, postanowiono, że zostaną one przekazane na cele zbrojeniowe. Przetapianie dzwonów na armaty było w czasach Wielkiej Wojny działaniem powszechnym, jednak w Polkowicach bardzo trudnym do przeprowadzenia. Ostatecznie zdecydowano, że najmniejszy z trzech dzwonów pozostanie na swoim miejscu.
Nie tylko o dzwony pozostali ubożsi mieszkańcy Polkowic podczas I wojny światowej. Juz od 1915 roku miasto przekazywało na różne cele państwowe własne fundusze. Najpierw była to pomoc dla żołnierzy rannych podczas wojny, następnie na zaopatrzenie frontowych pułków w żywność, aż do udzielenia Cesarstwu Niemieckiemu (podobnie jak setki innych miast) pożyczek na bieżącą działalność. W sumie w latach 1915-18 Polkowice przekazały państwu 2,2 mln marek. Te straty mogły być jednak przy sprzyjającej koniunkturze politycznej i ekonomicznej szybko odrobione. Strat w ludziach, niestety, nie można było powetować. W ciągu czterech lat Wielkiej Wojny nie wróciło z niej 43 mieszkańców naszego miasta. Dalszych 20 zmarło w przyfrontowych szpitalach albo w swoich domach, na skutek ran i powikłań nimi wywołanych.