Przejdź do treści

Od woskowych tabliczek do segregatorów

Dodane: Czwartek, 05 września 2013

Ratusz, kościół, kancelaria. Taka była w średniowieczu kolejność przy lokacji miasta. Ale najstarsze dokumenty z kancelarii w Polkowicach pochodzą dopiero z XV wieku.

 

Konieczność zapisywania wydatków, poborów czynszów czy sporządzania list oporządzenia wojennego powodowała, że każdy dwór książęcy oraz każde średniowieczne miasto miało na swoich usługach kancelarię. O wszelkie niezbędne akcesoria i wyposażenie kancelarii dbał sam książę lub magistrat miejski. Oni też dbali o to, aby przy pulpicie nie zabrakło kancelistów. Jednak w tych czasach było bardzo trudno o kogoś umiejącego pisać. Właściwie jedynym źródłem wykształconych osób były w średniowieczu zakony. Ale Kościół niechętnie dzielił się swoimi ludźmi z władzami świeckimi i instytucjami miejskimi. Dlatego na kancelistów urządzano prawdziwe polowania. Jak tylko rozeszła się wieść o kimś, kto zna tajemnicę stawiania literek, natychmiast brano go z ulicy do kancelarii, gdzie zaraz podpisywał coś na kształt umowy o pracę. Ciekawostką jest to, że w razie sprzeniewierzenia się swojemu zajęciu, kancelista mógł być ukarany „na ciele”, do kary śmierci włącznie. Pierwszym znanym kancelistą w Polkowicach był Balthasar August Primke, zatrudniony przez magistrat naszego miasta. Mimo, że Balthasar żył już w bardziej cywilizowanych czasach i nikt nie zamierzał nastawać na jego głowę, to warunki jego pracy były nie do pozazdroszczenia. Primke, jak wskazują dokumenty zgromadzone w Bibliotece Uniwersyteckiej na Piasku we Wrocławiu, rozpoczynał swoja karierę nanosząc zapiski na dość drogi pergamin. Dlatego notatki „na brudno” wykonywał na... woskowych tabliczkach. Duży zbiór takich tabliczek z XV w. (unikat w skali europejskiej) posiada jaworskie Muzeum Regionalne. Kiedy użycie papieru stawało się coraz bardziej powszechne, najbardziej uradowani tym faktem byli właśnie kanceliści. Nasz Primke załapał się na ten postępowy wynalazek i już u schyłku swojego życia mógł drzeć na strzępy źle zapisane arkusze, bez obawy o koszty tej ekstrawagancji. Po Primkem na arenę kancelaryjnego dziejopisarstwa wszedł jego pomocnik i następca Johann Fryderyk von Euben. Euben pochodził prawdopodobnie z Brandenburgii, na co wskazują używane w wykonywanych przez niego dokumentach oznaczenia, charakterystyczne dla dworu berlińskiego (są to m. in. inne niż na Śląsku symbole miar). Oczywiście przed Primkem i von Eubenem była cała rzesza kancelistów w Polkowicach, jednak dziś nic już o nich nie wiemy, bo nie zachowały się żadne wcześniejsze dokumenty z ich kancelarii. To wina burzliwych, średniowiecznych dziejów, pożarów i powodzi, z którymi nie umiano walczyć tak skutecznie, jak dziś.
Mimo tego średniowiecze było epoką, w której po raz pierwszy pojawia się coś na kształt przepisów BHP. Dotyczyły one również kancelistów. W dokumencie przechowywanym w Muzeum Dawnego Kupiectwa w Świdnicy wynika, że zatrudnieni w kancelariach pisarze tylko w wyjątkowych sytuacjach pracowali po zmroku. Co ciekawe, głównym powodem tego przepisu była troska o wzrok kancelistów. Po prostu praca przy mało wydajnym wtedy świecach powodowała spadek ich wydajności. Dlatego – jak wyjaśnia Agnieszka Dudzińska, starszy kustosz w świdnickim muzeum – pisarze pracowali niemal wyłącznie za dnia. – Latem ich czas pracy bardzo się zatem wydłużał. Natomiast zimą pracowali najkrócej – mówi. Nie wiadomo, jak wobec tego radzono sobie z ilością dokumentów do napisania, która to ilość nie zależała przecież od pory roku.
Kancelaria miejska w Polkowicach funkcjonowała bez przerwy do połowy XIX w. Jednak przez cały czas jej obowiązki sukcesywnie przejmowały poszczególne referaty magistratu, prowadzące korespondencję i ustanawiając akta skarbowe stosownie do własnych potrzeb.