Przejdź do treści

Całowaki

Całowaki

Dodane: Czwartek, 06 grudnia 2018

Trzymają się za ręce, patrzą sobie w oczy i nieustannie żartują. I na każdym kroku okazują sobie czułość. Alfreda i Engelbert Maihs z polkowickiego klubu seniora Słoneczny zakątek świętują 60 – lecie ślubu.

 

Wszystko zaczęło się w okolicach Jeleniej Góry, a konkretnie w biurze meldunkowym, gdzie pracowała 18 – letnia wówczas Alfreda.

 – Był marzec, 1958 rok. Do biura wszedł wysoki przystojny blondyn. Zamarłam. Powiedział, że przyjechał w delegację i musi się zameldować. Zapytałam, jak pisze się jego imię i nazwisko, a on mi na to, że „ tak się pisze, jak się godo”, bo jest Ślązakiem. Dzisiaj już słabo pamiętam co mówił, ale pamiętam swój brak oddechu. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia – śmieje się pani Alfreda.

Jej mąż mrugając okiem przytakuje, że od razu było widać jakie zrobił wrażenie! Ale zobaczył też zuch dziewczynę, śliczną, grzeczną, mądrą i wesołą, co nie zapomina języka i jest taką samą gadułą jak on. Miał wtedy 20 lat i niejednej zawrócił wcześniej w głowie.

– Byłem trochę łobuzowaty, ale szukałem stabilizacji i drugiej połówki na całe życie. Znalazłem Alfredę – mówi pan Engelbert.

Młodzi wzięli ślub cywilny już po kilku miesiącach, a na Boże Narodzenie związek pobłogosławił w kościele ksiądz. Zamieszkali w jednym budynku z rodzicami panny młodej, tylko piętro wyżej.

- Nie odstępowaliśmy się na krok, nasza rodzina śmiała się i nazywała nas „całowaki”. Bo prawdę mówiąc, to ja pierwsza dałam mężowi buziaka, aby ośmielić go na początek. Kolejnego to już sam wziął i tak jest przez 60 lat   – dorzuca pani Alfreda.

W 1970 roku młoda rodzina przeprowadziła się do Polkowic. Engelbert znalazł pracę na dole w ZG Rudna, a jego żona w ZANAM. Urodziły im się dzieci i wnuki. Dzisiaj wiodą pełne energii życie polkowickich seniorów.

- Lubimy się przekomarzać i żartować, a do problemów podchodzimy z uśmiechem. Jesteśmy ze sobą już 60 lat i nigdy się nie nudzimy. I to jest chyba najlepsza recepta na dobre i udane małżeństwo – mówią zgodnie. Ich przyjaciele dorzucają jeszcze, że są niezwykle towarzyscy, pogodni i otwarci.  Zwyczajnie lubią ludzi, chociaż mieli w życiu trudne chwile. Kilka lat temu na białaczkę zmarł ich nastoletni wnuk, pan Engelbert miał poważne problemy z sercem, a trzy lata temu pani Alfreda przeszła udar, po którym nie chodziła, nie wstawała i nie mówiła. Tylko siłą własnej determinacji, wsparcia męża i najbliższych oraz pracy zespołu rehabilitantów z polkowickiej przychodni, wróciła do pełni sił.

- Pani Alfreda trafiła pod opiekę rehabilitantki Barbary Gadzińskiej i logopedy Doroty Pędlowskiej – Wojciech. Na początek były intensywne ćwiczenia w domu, a później już u nas w Centrum Rehabilitacji i Gerontologii. Efekty widać jak na dłoni. Po udarze nie ma śladu. Państwo Maihs chodzą  na zajęcia do klubu seniora i zawsze chętnie tańczą.  – podkreśla Mariola Kośmider, dyrektor Polkowickiego Centrum Usług Zdrowotnych.

- Te 60 lat minęło tak szybko… Czujemy się zdecydowanie młodsi – mówią nasi bohaterowie na koniec.